Biznes na śmierć i życie

Rynek pracy w Brzostku jest ciężki. Ofert pracy nie ma wiele, a podstawą zarobkową mieszkańców jest w większości sektor rolniczy. Jest jednak taka branża, z której klienci woleliby nie korzystać, jednak prędzej, czy później każdy mieszkaniec Brzostku będzie do tego zmuszony.

Zakład pogrzebowy w Brzostku to jedyna firma, która na liczbę klientów narzekać nie może. Praca w tym specyficznym miejscu zazwyczaj owiana jest tajemnicą i wywołuje skrajne emocje. Jednak jest popyt, jest podaż. Rynek rządzi się swoimi prawami, a życie swoimi.

Osoby pracujące w tej branży wzbudzają skrajne emocje wśród mieszkańców. Jednak grabarz czy tanatopraktyk to taki sam zawód jak każdy inny. Liczą się w nim przede wszystkim nerwy ze stali i umiejętność niełączenia pracy z życiem prywatnym.

Należy pamiętać, że nie zawsze ludzie umierają naturalnie i wyglądają, jakby zasnęli. Często pracownicy zakładów pogrzebowych mają do czynienia ze zmasakrowanym lub rozczłonkowanym po wypadku ciałem, a taki widok nie jest przeznaczony dla ludzi o słabych nerwach, których będą dręczyć koszmary nocne, a dalszej perspektywie choroba psychiczna.

Ktoś musi wykonywać taką pracę. Ludzie umierali, umierają i umierać będą. Ktoś musi się nimi zająć i zapewnić im godny pochówek. Ktoś musi przygotować ciało do wyruszenia w ostatnią podróż, poprowadzić karawan, ponieść trumnę czy dopilnować kremacji, aż w końcu złożyć ciało lub prochy w grobie.

Pracę tego typu mogą mieć jedynie osoby, które są w stanie wykonywać ją mechanicznie, bez emocji, ale z szacunkiem do osoby zmarłej i jej rodziny. Ktoś, kto ma słabą psychikę i po wyjściu z zakładu ciągle przywołuje w pamięci obrazy z pracy, kompletnie się do tego nie nadaje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *